Andrea_Dovizoso_GP_Argentyny_2016

Co Ducati Corse wie o wyścigach?

Co Ducati Corse wie o wyścigach motocyklowych? Pytanie wydawałoby się retoryczne, prawda? Dotychczas jako wierny kibic tej marki byłem przekonany, że Ducati Corse wie o wyścigach motocyklowych wszystko, a przynajmniej prawie wszystko. Jednak po ostatnim Grand Prix Argentyny nie jestem już tego taki pewien. Dlaczego?

Jako że ścigałem się tylko w Pucharze Polski, moja wiedza na temat wyścigów motocyklowych siłą rzeczy jest ograniczona. Nie zbliża się ona z pewnością do tej, jaką dysponuje Emilio Alzamora, czy Alberto Puig, ale kilka pytań wydaje mi się oczywistych nawet dla zupełnego laika.

Po pierwsze. Problemy, tudzież ograniczenia z jakimi borykają się motocykle Ducati to temat znany od ery Stonera. Podsterowność, problemy z trakcją przedniego koła, „ciężkie” sterowanie sprawiające, że Desmosedici wymaga dużo siły fizycznej. A wcześniej również skrajnie agresywny silnik. Co prawda część z tych problemów wyeliminowano, a właściwie znacząco zredukowano, ale zawodnicy nadal się z nimi zmagają. Moje pytanie brzmi zatem, jak to możliwe, że modernizacja tego motocykla trwa tak długo? W cztery lata Francuzi i Brytyjczycy (!) zaprojektowali i wysłali w powietrze Concorda. Amerykanom wylądowanie na Księżycu zajęło zaledwie 8 lat. W tym czasie Ducati mogło przebudować Desmosedici od góry do dołu, kupując najlepszych inżynierów, stosując najlepsze materiały, podglądając konkurencję i opanowując do perfekcji arkana produkcji grafenu i tajniki fuzji jądrowej. Ale tak się nie stało. Co prawda za czasów Rossiego motocykl Grand Prix Ducati został rzeczywiście przebudowany, ale brak oczekiwanych efektów, który zaowocował ewakuacją Rossiego, co jakby… potwierdza zasadność pytania postawionego w tytule felietonu.

Pytanie numer dwa nawiązuje w sumie do pierwszego. Co wnoszą kolejne modernizacje i kolejne generacje motocykla opracowywane przez Ducati Corse? Wiem, że w Argentynie Ducati miało pecha, bo Doviego zabrał z toru Espargaro, a Lorenzo zabrał się z toru sam. Niemniej jednak inne dane dają do myślenia. Bautista na GP16 dojechał do mety 14 sekund przed Danilo Petruccim, na najnowszym GP17. Jednocześnie Karel Abraham na modern klasyku oznaczonym GP15 był na mecie tylko 6 sekund za Petruccim. A Loris Baz na innym GP15 dotarł na metę kolejną sekundę później. W Katarze Redding na GP16 był na mecie 11 sekund przez Lorenzo, a Baz na GP15 był za Lorenzo niecałą sekundę. Czy to znaczy, że GP15 jest tak dobre, czy że GP17 jest tak słabe? Po co zatem te milionowe nakłady? Wystarczy rzut oka na to, jak w trzecim roku fabrycznej obecności w Grand Prix zaczyna radzić sobie Aprilia, aby zrozumieć co mam na myśli.

Czy dobry motocykl wyścigowy to taki dla którego trzeba podpisać cyrograf własną krwią na byczej skórze i wyrzec się wszystkiego, czego przez całe życie zawodnik nauczył się na temat jazdy motocyklem? To moje trzecie pytanie. Wszyscy czepiają się tego biednego (w przenośni) Jorge Lorenzo że się nie uśmiecha, że jest marudny, ale przede wszystkim że nie ogarnia swojego nowego Ducati. Pytanie jednak – kto tak naprawdę ogarnia Ducati Desmosedici GP? Od razu dodam, że Stoner się nie liczy. Australijczyka można traktować wyłącznie jako superbohatera, który zrobił tytuł mistrza świata pomimo charakterystyk Ducati, a nie dzięki nim. To stawia Stonera w charakterze wyjątku potwierdzającego regułę. Czy dobry motocykl wyścigowy, to taki do którego trzeba totalnie zmienić styl jazdy? Czy dobry motocykl wyścigowy to taki, z którym trzeba czekać na rundę której charakterystyka toru daje szansę na wykorzystanie techniki „stop&go” w której Desmosedici GP czuje się najlepiej? Oczywiście każdy motocykl ma swoje mocniejsze i słabsze strony, a każdy kierowca musi w zależności od motocykla modyfikować swój styl jazdy. Tyle że Desmosedici złamało i Rossiego i Haydena, a teraz zaczyna ryć psychikę Lorenzo. Swego czasu Cal Crutchlow stwierdził, że charakterystyka tej maszyny jest zbyt trudna, aby się do niej dostosować…

Przykłady z innych dziedzin życia wskazują, że oręż do rywalizacji musi cechować wysoka przyjazność użytkownikowi i duża nieprzyjazność przeciwnikowi. Tylko wtedy oręż ten może być skuteczny i rozstrzygać wynik starcia na korzyść swojego użytkownika. Karabinek AK-47 jest tej prawdy radykalnym przykładem, ale nawet na naszym motocyklowym podwórku nie trzeba daleko szukać. Dlaczego zawodnicy kochają BMW S1000RR, które wcale nie jest tak finezyjne jak Ducati i które wcale nie ma lepszych osiągów od Kawasaki, Yamahy, czy zapewne również najnowszego Suzuki? Bo to sprawdzone, skuteczne narzędzie na którym każdy dobry zawodnik będzie szybki – bez konieczności bycia Stonerem.

Ostatnie pytanie po dwóch rundach sezonu 2017 to czy Ducati Corse naprawdę potrafi zarządzać swoim zespołem fabrycznym i zespołami satelickimi? W przypadku Yamahy i Hondy, dwóch najlepszych zespołów na padoku, sprawy wyglądają naprawdę logicznie. Dysponujący najlepszym sprzętem i wsparciem kierowcy zespołu fabrycznego kończą wyścigi jako najszybsi kierowcy danej marki, a jeśli nie kończą (tak jak Repsol Honda w Argentynie), to pałeczkę przejmuje najlepszy zespół satelicki. Za zespołami fabrycznymi dojeżdżają zespoły satelickie, tak jak w Argentynie za dwiema fabrycznymi Yamahami przyjechały dwie maszyny Tech3. W przypadku Ducati Corse kolejność zawodników na mecie… przypomina przedszkolną loterię fantową. Wszyscy są zaskoczeni wynikami i większość ostatecznie jest rozczarowana tym co się wydarzyło, a zespół Ducati pokazał w ubiegłym roku, że nie potrafi zapanować nad zachowaniem swojego własnego zawodnika. Ściągnięcie Lorenzo dzięki absurdalnie wysokiej gaży wydaje się być próbą pójścia na skróty i wygenerowania wyników, zanim dopracowany zostanie sprzęt. Obawiam się jednak, że nawet Lorenzo nie będzie w stanie dokonać cudu, bo jest on tylko Mistrzem Świata, a nie tak jak Stoner – superbohaterem. Kolejna runda GP za dwa tygodnie. Mam nadzieję, że Ducati będzie w jej trakcie mniej szarpało się z rzeczywistością.

Andrea_Iannone_Grand_Prix_Argentyny_

A zatem – co Ducati Corse wie o wyścigach motocyklowych? Pytanie wydawałoby się retoryczne, prawda?

Napisane przez

Moja przygoda z motocyklami cały czas meandruje. Dzięki temu miałem okazję ścigać się w wyścigach drogowych i brać udział w imprezach hard enduro. Kilka rzeczy pozostaje niezmiennych. Dwie najważniejsze z nich, to wiara w to, że w jeździe na dwóch kołach wciąż najbardziej istotny jest człowiek, a nie maszyna i technologia oraz fakt, że polski rynek potrzebuje porządnego motocyklowego on-line magazynu.

Możesz polubić również:

  • Aga Ruda

    Nic dodać, nic ująć. Nie ukrywam, że w trakcie ostatniego wyścigu i komentarzy Adama i Grzegorza, zastanawiałam się dokładnie nad tym samym – dlaczego uparcie próbują iść swoją drogą, skoro widać że jest ona kręta i być może….ślepa?