Isle of Man TT – pierwsza krew

Isle of Man TT to jedno z najniebezpieczniejszych, jeśli nie najniebezpieczniejsze wydarzenie sportowe w motocyklowym kalendarzu. Co roku na wyspie Man dochodzi do niezliczonej ilości wypadków, przy czym te najbardziej widowiskowe wypadki z udziałem zawodników stanowią wierzchołek góry lodowej.

W tym roku nie jest inaczej. Podczas czwartkowego wyścigu klasy Superbike na Isle of Man TT doszło do wypadku w którym ranny został 48 letni Brytyjczyk Davey Lambert. Pomimo udzielenia poszkodowanemu natychmiastowej pomocy i przetransportowania śmigłowcem do szpitala Noble w Douglas, zawodnik wczoraj zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Jeden wypadek śmiertelny w czasie ostatnich dwóch tygodni uważać należy za świetny wynik, bo samych upadków było znacznie więcej. Na deskach i to przy dużej prędkości leżał między innymi sam Guy Martin (jak sam przyznał to że nie doznał poważniejszych obrażeń zakrawa na cud…), a jednemu z widzów udało się utrwalić na taśmie jak załoga Sidecara wjeżdża w kibiców po utracie kontroli nad pojazdem. Zupełnie osobną kwestią jest fakt, że często widzowie są bardziej narażeni na obrażania, a nawet śmierć, niż sami zawodnicy. Pamiętam Isle of Man TT 2007 które widziałem na własne oczy, w trakcie którego zginęły cztery osoby. Dwóch zawodników i dwie przypadkowe osoby w które uderzył rozpędzony do dużej prędkości motocykl.

Co w związku z tym? Nic. Widziałem niezliczone dyskusje, gdzie padały skrajne argumenty począwszy od takich, że w cywilizowanym świecie nie powinno być przyzwolenia na tak szaleńcze zabawy, skończywszy na takich, że nikt nikomu nie każe się tam ścigać. W sumie bardziej przychylam się do argumentacji, że w naszym socjalistycznym, pozbawionym wolności świecie takie wydarzenia jak Isle of Man TT to jedno z ostatnich miejsc gdzie spotykają się ludzie, którzy podejmują świadomą decyzję o wystawieniu się na ryzyko i czasem ponoszą tej decyzji konsekwencje. Bez tłumaczenia się urzędnikom, bez składania wniosków, bez żebrania o pozwolenia, bez tłumaczenia się. Po prostu ostatni wolni ludzie.

Napisane przez

Moja przygoda z motocyklami cały czas meandruje. Dzięki temu miałem okazję ścigać się w wyścigach drogowych i brać udział w imprezach hard enduro. Kilka rzeczy pozostaje niezmiennych. Dwie najważniejsze z nich, to wiara w to, że w jeździe na dwóch kołach wciąż najbardziej istotny jest człowiek, a nie maszyna i technologia oraz fakt, że polski rynek potrzebuje porządnego motocyklowego on-line magazynu.