Będziemy wynajmować motocykle

O tym dlaczego leasing to zło. 

W pierwszej kolejności miałem zamiar opublikować krótką informację nt. Ducati Premier Financing Program, odpowiedzi Włochów na stosunkowo popularny program 3asy ride oferowany przez BMW. Te jednak niezaskakujące nowinki (choć ciekawe z perspektywy potencjalnego klienta) nabierają innego wydźwięku osadzone w makroperspektywie.

Program finansowania Ducati w uproszczeniu nie jest niczym nowym. Klient otrzymuje możliwość posiadania nowego motocykla Ducati za niskie raty miesięczne (kredyt/leasing), z wysoką ratą wykupu na sam koniec trwania umowy. W opinii wyżej linkowanego Jensena Beelera duża część użytkowników nie zdecyduje się na wykup, a po prostu zamieni motocykl na nowy. W ten sposób: 1) Ducati utrzymuje przy sobie klienta, 2) powstaje baza używanych motocykli a’la „premium selection”, 3) klient końcowy nie wydaje jednorazowo dużej sumy na motocykl. Jestem w stanie sobie wyobrazić działanie programu w ten sposób za granicą, ale także w Polsce.

Takie rozwiązanie działa zresztą z sukcesem w BMW dzięki w/w programowi 3asy ride, a różnego rodzaju raty 3×33 oferowane były także przez marki japońskie plus od lat sprawdzają się w branży samochodowej. Ducati w tym temacie nie wymyśliło nic rewolucyjnego.

Bardziej interesuje mnie jednak kwestia samego posiadania i konsekwencji wygody związanej z „wypożyczaniem” pojazdów. W dobie coraz bardziej popularnych leasingów dla osób prywatnych oraz powoli intensywniej dostrzeganych abonamentów na pojazdy, okazuje się, że „niewygodne” staje się posiadanie własnego (czyt. w dowodzie rejestracyjnym jest Twoje nazwisko) środka transportu. Własny pojazd to przecież: przeglądy rejestracyjne, okresowe serwisy, ubezpieczenia i smarowanie łańcucha.

A co jeśli całość byłaby rozwiązana abonamentem? Wspólnie popuśćmy wodze fantazji: idziesz do dealera wybranej marki (trzymając się początku artykułu, niech będzie to Ducati) i mówisz, że chciałbyś jeździć Monsterem 797. Uśmiechnięty sprzedawca oferuje Ci abonamet w wysokości 500 zł miesięcznie. W jego cenie ubezpiecznie wraz z AC oraz opłacone obowiązkowe przeglądy. Chcesz obniżyć ratę abonamentu? Nic prostszego – seryjnie zamontujemy Ci czarną skrzynkę i jeśli tylko nie będziesz przekraczał prędkości cena spada do 435 zł miesięcznie. Okres trwania umowy 2 lata.

Mógłbym z tematem iść dalej, zahaczając o pojazdy autonomiczne i Ubera. O powolnej, ale systematycznej retoryce mówiącej o „niebezpiecznych samochodach”, „konieczności budowania jednolitego systemu komunikacji pojazdów„, „milionach ludzi, którzy nie musieli by umierać jakby jeździli pojazdami autonomicznymi”. Nałóżmy na to Ubera, który autonomiczne pojazdy by nam wypożyczał. Płacić tylko za tyle ile przejedziesz, a jak pooglądasz po drodze reklamy Google’a to będzie jeszcze taniej.

Na tym jednak temat zakończę. Finansowanie na zasadach leasingu, z perspektywy chociażby działalności gospodarczej, to świetne rozwiązanie generujące koszty. Ba, jakbym mógł za kilkaset złotych miesięcznie stać się posiadaczem nowego motocykla, to pewnie długo bym się nie zastanawiał. Trzeba jednak zadać sobie pytanie ile wolności jesteśmy w stanie przetargować za wygodę. A nie zapominajmy, że prywatny środek transportu jeszcze do niedawna był symbolem wolności.

Napisane przez

Jestem tak samo fanem małych pojemności, jak wielkich i bezsensownych motocykli. W branży motocyklowej kręcę się od 10 lat, na motocyklach od dziecka. W międzyczasie (bez spektakularnych sukcesów) startowałem w zawodach enduro i cross country. Kilka lat temu zakochałem się w jeździe torowej. W ramach odpoczynku od motocykli interesuję się nowymi technologiami, tańcami swingowymi (wiem...) i narciarstwem. W zalewającym internet spamie motovlogów, kompilacji wypadków i "R6-tek w litrze" nadal widzę miejsce na konkretny magazyn motocyklowy.

Możesz polubić również:

  • Kajetan Sokołowski

    Jako, że artykuł zahacza dosyć mocno o branże w której pracuję (finansowanie środków trwałych przez leasing/kredyt) pozwolę sobie wyrazić swoją opinię na ten temat.

    Leasing samochodów i maszyn budowlanych od lat zyskuje coraz więcej zwolenników na naszym rynku, to jest fakt. Należy jednak pamiętać, że wynajem długoterminowy (niska rata + wysoki wykup lub zmiana na nowy model) jest produktem w dużej mierze u nas raczkującym. Głównymi odbiorcami takiej usługi są klienci flotowi, którzy regularnie zmieniają samochody. Oszczędzają w ten sposób na kosztach obsługi floty itd.

    Jeżeli chodzi o użytkowników prywatnych to jestem zdania, że nas jako społeczeństwa tak na prawdę jeszcze nie stać tego typu luksusy. Przy założeniu, że dany motocykl wykupimy z leasingu przyjdzie nam pod kreską zapłacić ok 130-150 % wartości ceny katalogowej. Nawet jeżeli uwzględnimy w tym koszty serwisu jest to bardzo dużo. Do tego trzeba pamiętać, że koszt ubezpieczenia AC dla motocykla jest kolosalnym wydatkiem względem jego wartości, co często najzwyczajniej na świecie się nie opłaca, bo taniej u producenta kupić gotowy element. Nie mówię o kompletnym zgruzowaniu sprzętu, ale o zwykłym małym szlifie.

    Jedyną alternatywą, aby nie wpaść w „pułapkę” kosztów jest oddać motocykl i wziąć następny, ale nasuwa się pytanie czy na prawdę chcemy się wiązać z jedną marką ? Prędzej czy później przyjdzie moment że będziemy chcieli zmienić sprzęt i wtedy okaże się że za to co wydaliśmy na wypożyczenie dawno w garażu stałyby 2-3 egzemplarze. Należy też pamiętać, że motocykl to też jakiś majątek, który w razie czego zawsze możemy upłynnić, czego leasingując nie jesteśmy wstanie zrobić. O samochody które leasingujemy „zarabiają na siebie” o tyle motocykle w 90% przypadków służą jedynie rozrywce.

    Rozumiem zamysł Autora i jego logika też nie jest błędna, natomiast należy się zastanowić nad drugą stroną medalu, bo de facto w moich oczach jest to kuszenie klienta, w dużej części przypadków, na który go tak na prawdę nie stać. Takie ot sztuczne pompowanie sprzedaży, ale to tylko moje zdanie.

    • Emil Paduch

      Kajetan, to się właśnie nazywa wolny rynek, jest miejsce na takie usługi i produkty, które są się w stanie sprzedać. Jeżeli znajdzie się klient, to znaczy, że ogólne (może nie być duże) zapotrzebowanie jest i jeśli on chce przepłacić, żeby dwa lata sobie pojeździć nowym sprzętem, jego wybór.

      • Kajetan Sokołowski

        Emil nie musisz mi tłumaczyć czym jest wolny rynek, bo na nim funkcjonuję. Napisałem swój dość długi komentarz tylko dlatego, że w artykule została pokazana tylko jedna strona medalu, a istnieje też druga o której nie zostało napisane.

        Oczywiście, że wybór zawsze jest po stronie odbiorcy takiej usługi, ale przypomina mi to trochę sytuację „frankowiczów”, którzy brali „tanie” kredyty i myśleli że złapali pana boga za nogi, a kiedy sytuacja gospodarcza się zmieniła jest wielki lament i płacz. Podjęli decyzję nie mając świadomości ryzyka jakie niesie ze sobą taką transakcja i tutaj sytuacja jest analogiczna.

        Nie mówię, że jest to złe rozwiązanie, bo jest to fajna opcja dla osób z nieco grubszym portfelem, których stać na wynajem długoterminowy, bo pomimo niskiej raty musi Cię być stać wydawać na wynajmowanie, a nie kupienie, ot tyle.

    • Michał Mikulski

      Hej! Dzięki za komentarz. Rzeczywiście to dość oczywiste „kuszenie” klienta na pojazd na który go nie stać. Mnie, patrząc długofalowo i szeroko, przeraża też nieco fakt, że coraz mniej rzeczy posiadamy. Spotify dostarcza nam muzykę, Netflix filmy, Uber transport, a możliwe że Ducati / BMW / inne podrzucą nam kiedyś pod drzwi furę, które u podstaw nie będzie nasza. I w sumie mi to przeszkadza, bo – może to bardzo materialne podejście – fajnie jednak jest niektóre rzeczy realnie posiadać 😉