Wyscig_motoGP_

Marc Marquez kontra Maverick Vinales – pierwsza krew

Marc Marquez i Maverick Vinales to dwóch najszybszych zawodników dzisiejszego wolnego treningu w Katarze. Tymczasem Michał Mikulski zapowiadając rozpoczynający się kolejny sezon MotoGP postawił dziś tezę, że właściwie na obecnym etapie rywalizacji niczego nie wiemy. Pozwolę sobie uzupełnić to stwierdzenie. Nie wiemy niczego, poza tym, że to będzie rok pod znakiem starcia Marca Marqueza z Maverickiem Vinalesem.

Na tą burzę zbierało się od kilkunastu lat. W środowisku Grand Prix krąży anegdota jak to hiszpański Mistrz Świata Sito Pons zobaczył swego czasu na torze kartingowym dwóch kilkuletnich chłopaków walczących ze sobą zaciekle na minibikach. Swoim tempem byli w zupełniej innej lidze, niż reszta stawki. Żaden nie odstawiał też nogi, a właściwie łokcia. Pons był pod tak ogromnym wrażeniem starcia dwóch młodzieńców, że postanowił spotkać się z nimi po wyścigu. Gdy dotarł na padok jeden z chłopaków zanosił się rozpaczliwym płaczem. To ten, który przegrał wyścig. Sito Pons próbował pocieszać go, że nie ma powodów do płaczu, że przecież doskonale sobie radził, że na motocyklu z silnikiem 65cc pokonał rywali jadących na maszynach o pojemności 80cc. Wszystko na nic, nawet tak popularny w Hiszpanii sportowiec jak Pons nie był w stanie pocieszyć ambitnego kilkulatka. Tym chłopakiem był Maverick Vinales, a zwycięzcą wyścigu okazał się starszy od niego o półtora roku Marc Marquez.

Ta historia jest świetnym wstępem do opowieści na temat rywalizacji pomiędzy Marquezem i Vinalesem. Tych dwóch katalońskich motocyklistów po wspólnym starcie w lokalnych wyścigach dla młodzików obrało różne ścieżki wyścigowej kariery. Po latach spotkali się jednak ponownie w klasie królewskiej. Obaj są przyszłością motocyklowego Grand Prix, na swój sposób są sobie przeznaczeni i to ich starciem będziemy emocjonowali się w najbliższych kilku latach.

Kilkanaście lat temu. Maverick Vinales na szczycie podium, Marc Marquez na trzecim miejscu.

Różne drogi

Jest kilka dróg prowadzących na wyścigowy szczyt, czyli do klasy MotoGP. O tym w jaki sposób do GP trafiają zawodnicy decyduje kilka czynników. Pod tym względem Marquez miał zdecydowanie łatwiej, niż Vinales. Marc szybko trafił pod skrzydła Emilio Alzamory, co dla młodzieńca z Cervery oznaczało starannie opracowaną i realizowaną ścieżkę kariery. Dysponując odpowiednim wsparciem Marquez szybko pozyskał sponsorów, dzięki czemu mógł trafić do najlepszych zespołów i korzystać z najlepszego sprzętu. Co nie mniej ważne jego sportowy i biznesowy rozwój był i jest monitorowany i wspierany przez najwybitniejszych profesjonalistów ze świata wyścigów motocyklowych. Marc miał zawsze ułożony plan na najbliższe 2-3 lata. Gdy był w Moto3 już dyskutowano o jego startach w Moto2, a podczas startów w klasie Moto2 Honda wiedziała już kiedy Marc Marquez będzie siedział za sterami RC213V.

Marc Marquez i Emilio Alzamora

Kiedyś usłyszałem od Andreasa Bronnena (Niemiec stworzył w 2013 roku zespół, który wystawił motocykl Sutera z silnikiem od S1000RR dosiadany przez Martina Bauera i z dziką kartą ukończył wyścig MotoGP w Walencji), że zawodnik aby wygrywać potrzebuje czterech rzeczy. Talentu, pracowitości, inteligencji i… pieniędzy sponsorów. Marc Marquez już od początku miał to wszystko do dyspozycji.

Kariera Vinalesa przebiegała o wiele mniej bajkowo. Hiszpan od kiedy pojawił się w 2011 w Grand Prix ciągle zmieniał zespoły, managerów i motocykle. W ciągu dotychczasowych sześciu sezonów Vinales jeździł w pięciu zespołach, pod opieką trzech różnych managerów (którzy mówiąc szczerze nie dbali zbyt dobrze o interesy młodego sportowca…) i na motocyklach czterech różnych producentów. To z kolei oznaczało, że Maverick musiał zmagać się z przeciwnościami, które za Marca rozwiązywali jego inżynierowie i budżety zespołu. Wszyscy pamiętamy burzliwą przesiadkę Vinalesa z Hondy na KTMa, po tym jak japoński producent nie był w stanie dostarczyć maszyny spełniającej oczekiwania Mavericka (i innych zawodników zresztą też…).

Maverick Vinales i jego zespół Moto3 w Katarze

Tak różny poziom wsparcia oznaczał różne tempo progresji dla obu zawodników. Marquez już w roku 2013 trafił do najmocniejszego zespołu na padoku, czyli do HRC Repsol Honda i zasiadł na motocyklu MotoGP. W tym samym czasie Vinales nadal przebijał się przez tłum nastolatków dosiadających motocykli klasy Moto3. Maverick wielokrotnie wspominał o tym, że zna Marqueza od lat, że nie raz go pokonał, że nie ma wobec niego żadnych kompleksów, że jest wystarczająco szybki, aby go pokonać w walce na równych warunkach. Testy przed sezonem 2017 pokazały, że te deklaracje nie były na wyrost. Teraz wyobraźcie sobie frustrację, ale jednocześnie motywację Vinalesa obserwującego cały zachwyt otaczający Marqueza po jego wejściu do MotoGP… Gdy ostatecznie Maverick przebił się do MotoGP i zasiadł na fabrycznym motocyklu Suzuki stało się jasne, że drogi obu młodych Hiszpanów ponownie się przetną. Teraz cel zawodnika z numerem 25 jest jasny – pokonanie Marqueza i zdobycie tytułu Mistrza Świata.

Młode wilki

Davide Brivio, szef zespołu Suzuki miał dość czasu przez ostatnie dwa lata, aby przyglądać się swojemu kierowcy. Dzięki temu Włoch wie o tym jakie są priorytety Vinalesa. Jak sam stwierdził:

Maverick przygotowywał się na to od długiego czasu. A Marquez czeka na niego. W gruncie rzeczy obaj na siebie czekają.

Od chwili gdy Vinales pojawił się w boksie Yamahy, Marquez nie kryje w wypowiedziach dla prasy, że uważa Mavericka za swojego głównego przeciwnika w sezonie 2017. Każdy kto śledził przedsezonowe testy MotoGP musiał być pod wrażeniem tempa i determinacji młodego chłopaka urodzonego w katalońskim Roses. Davide Brivio przyznał, że bardzo starał się zatrzymać Vinalesa w Suzuki, ale opcja jazdy na topowym motocyklu i stawienia czoła Marquezowi na równych warunkach była dla Mavericka zbyt kusząca. Bardziej kusząca, niż pieniądze.

Marc Marquez jest gotowy

Nie ma wątpliwości co do tego, że Marquez jest gotowy na pojawienie się Vinalesa. Zawodnik Hondy udowodnił już niejednokrotnie, że zarówno jego działania i praca zespołu nigdy nie jest dziełem przypadku. Za pewnik można przyjąć że każdy aspekt jazdy Vinalesa na Suzuki i na nowym motocyklu Yamahy został przez ekipę Repsola i samego Marqueza rozłożony na części pierwsze i starannie przeanalizowany. To dlatego na Philip Island byliśmy świadkami pierwszych spięć pomiędzy Katalończykami, gdy Vinales nie pozwolił Marquezowi podążać za nim i podglądać jego stylu jazdy, po czym głośno wyrażał niezadowolenie z zachowania Marca.

Liczy się tylko wygrywanie

Na swój sposób Vinales i Marquez są do sobie podobni. Obu przepełnia pragnienie wygrywania. Obaj od najmłodszych lat udowadniają, że chcą tego bardziej, niż reszta rywali. O tym jak zmotywowany jest Maverick Vinales świadczy wypowiedź Luisa D’Antína, byłego zawodnika i właściciela zespołu dla którego jeździł Hiszpan zanim trafił do Grand Prix:

Miał wtedy 12 albo 13 lat i w zestawieniu z rywalami wydawał się być z zupełnie innej planety. Musiał startować z ostatniego pola, bo był tak mały, że ktoś musiał mu przytrzymywać motocykl za siedzenia. Mimo to i tak wygrywał z łatwością. Zawsze był ogromnie utalentowany.

D’Antín podkreślał także, jak bardzo Vinalesa irytowały sytuacje, gdy nie wygrywał, lub gdy nie zdobywał pole position. To dlatego, że zarówno on jak i Marquez postrzegają wyścigi jako sport w którym liczy się tylko wygrywanie. Obaj zrobią wszystko, co jest konieczne do tego, aby wygrać. Jednocześnie obaj mają zupełnie różne charaktery. Marc Marquez jest impulsywny, żywiołowy, wygadany. Gdy natomiast na konferencji pojawia się cichy i wycofany Vinales, do końca nie wiadomo czy przypadkiem nie śpi.

Vinales pojedzie po tytuł?

Przyglądając się wynikom przedsezonowych testów (Vinales na M1 był najszybszy we wszystkich czterech) łatwo pokusić się o stwierdzenie, że nowy nabytek Yamahy będzie faworytem do mistrzowskiego tytułu. Rzeczywistość wygląda jednak nieco bardziej skomplikowanie, niż mogłyby to sugerować czasy okrążeń. Maverick co prawda jest od dwóch lat w MotoGP, ma też świetne tempo, ale w ostatnim czasie nie miał okazji do wielu bardzo twardych starć z rywalami. Tymczasem Marquez w czasie ostatnich dwóch lat przeszedł prawdziwą szkołę przetrwania prowadząc wojnę totalną z Rossim i bardziej klasyczną wojnę z Jorge Lorenzo. Grając od czterech lat o najwyższą stawkę Marquez wiele się nauczył, w tym chociażby czegoś, co młodym zawodnikom przychodzi najczęściej opornie – że czasem trzeba lekko odpuścić i dowieźć punkty, nawet bez wygrywania wyścigu.

Dla Vinalesa kilka rzeczy za sterami Yamahy M1 może być trudniejszych. Przede wszystkim inaczej walczy się w roli faworyta do zwycięstwa, a inaczej gdy zespół uznaje za sukces miejsce w pierwszej piątce. Presja w boksie Yamahy z pewnością będzie większa i to jak zniesie ją Maverick pozostaje wielkim znakiem zapytania. Rossi z pewnością nie będzie ułatwiał życia Hiszpanowi, szczególnie gdy ten zacznie mu zabierać punkty koniecznie do zdobycia wymarzonego dziesiątego tytułu. Moim zdaniem Rossi może zacząć rozgrywać swoje gierki względem Vinalesa zanim jeszcze dotrzemy do półmetku sezonu. Do tego spokojny i wycofany Vinales będzie musiał wyrobić w sobie agresję i determinację, bo jego główny rywal to najbardziej agresywny i najbardziej zdeterminowany kierowca z całego padoku Grand Prix… Pytanie ilu rund, ilu starć, ilu pyskówek na konferencjach będzie potrzebował Maverick, aby dociągnąć do poziomu sportowego cwaniactwa prezentowanego przez Marqueza, czy tym bardziej przez Rossiego?

Nie ma litości

Świat Grand Prix to nie jest środowisko dla wrażliwych osobników. Gra toczy się o wieczną chwałę i ogromne pieniądze. Tutaj liczy się tylko wygrywanie. Drugi zawodnik na mecie, to pierwszy przegrany. Biorąc pod uwagę determinację Vinalesa i Marqueza może się okazać, że wojna pomiędzy Rossim a Marquezem zostanie z czasem zapamiętana jako drobny incydent graniczny…

Napisane przez

Moja przygoda z motocyklami cały czas meandruje. Dzięki temu miałem okazję ścigać się w wyścigach drogowych i brać udział w imprezach hard enduro. Kilka rzeczy pozostaje niezmiennych. Dwie najważniejsze z nich, to wiara w to, że w jeździe na dwóch kołach wciąż najbardziej istotny jest człowiek, a nie maszyna i technologia oraz fakt, że polski rynek potrzebuje porządnego motocyklowego on-line magazynu.

Możesz polubić również: