Koniec monopolu Toru Poznań

W długi, majowy weekend obok objadania się w przydrożnych karczmach i stania w kolejkach do nadmorskich lub górskich atrakcji można było, dla odmiany, wziąć udział w bardzo ważnym wydarzeniu.

Wydarzeniu możliwe, że nieco mało zauważonym, bo delikatnie rzecz ujmując ostatnie chłodne dni nie sprzyjały myśleniu o motocyklach. Niemniej jednak 30 kwietnia – 1 maja na torze Silesia Ring odbył się pierwszy motocyklowy trackday. Pozornie nic wielkiego, jednak rzeczywiste otwarcie dużego obiektu (na którym regularnie będą odbywać się treningi motocyklowe) sprawia, że z dnia na dzień przestaliśmy być uzależnieni od Toru Poznań. I to dobra, historyczna wręcz wiadomość.

Pierwszy trackday odbył się na Silesia Ringu w długi weekend majowy.

Koniec monopolu = dobra wiadomość

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że uważam Tor Poznań za znakomity obiekt. Jeśli odłożymy (słuszną!) niechęć do „związków”, „klubów” itd., to nie można odmówić Poznaniowi świetnej kombinacji zakrętów, nomen-omen dużej liczby imprez treningowych w, wbrew pozorom, zupełnie normalnych cen. Tor Poznań to przede wszystkim pełnoprawny tor wyścigowy i póki jeszcze mamy taką możliwość, każdy motocyklista powinien się na niego wybrać. Ot w ramach odhaczenia z listy „rzeczy do zrobienia w życiu”.

Nie zmienia to faktu, że każdy monopol rodzi patologie. Nie ma sensu i powodu by badać ten kompleksowy temat, bo finalnie na sprawę wystarczy patrzeć z perspektywy klienta. A dla klienta, osoby zainteresowanej czy to podnoszeniem swoich umiejętności czy jazdą sportową, ważna jest możliwość wyboru. Możliwość, która do tej pory ograniczały się do mniejszych lub większych torów kartingowych i Poznania właśnie.

Na Silesia Ring zabraliśmy Monstera R.

Zupełnie inną sprawą jest fakt, że nad Poznaniem od lat wiszą czarne chmury, chociażby wynikające z niechęci lokalnych władz i szeregu lobbystów, którzy znaleźliby inne zastosowanie dla tak cennej działki. Sytuacji nie poprawiają wewnątrzbranżowe przepychanki, o których nieco pisał Mariusz w ostatnim tekście odnoszącym się do wypadku Tomasza Golloba. Nie sądzę, aby Tor Poznań został w najbliższym czasie zamknięty. Ten obiekt był i pozostanie kolebką polskiego sportu motorowego. Ale konkurencja wymusi zmiany na włodarzach obiektu. Zajmie zapewne trochę czasu zanim władze AW połapią się w nowej rzeczywistości, ale ostatecznie konkurencja zrobi dobrze samemu Poznaniowi.

Silesia Ring

Na szczęście na horyzoncie pojawił się Silesia Ring. Główna nitka liczy 3636 metry i składa się z 15 zakrętów (9 prawych i 6 lewych). Prosta startowa to 560 metrów, ma szerokość 15 metrów, a tor w najwęższym miejscu – 12 metrów. Najdłuższa prosta liczy 730 metrów. Tor zabezpieczony jest barierami energochłonnymi oraz pułapkami żwirowymi. Zresztą, sami zobaczcie:

Silesia Ring posiada kilka ogromnych plusów. Pierwszy to lokalizacja, 8 km od autostrady A4. Z Wrocławia, Katowic czy Krakowa dojazd jest bajecznie prosty i wygodny. Zarządca toru zarzeka się, że z Berlina czy Wiednia nie jedzie się dłużej niż 4,5h.

W trakcie, gdy to piszemy trwają prace nad infrastrukturą – salami wykładowymi, zapleczem kuchennym i sanitarnym. Na terenie lotniska jest także hotel. Docelowo ma to wyglądać tak:

Warto dodać, że Silesia posiada dobry marketing, kalendarz imprez motocyklowych i samochodowych i na moje oko, stoją za tym osoby, które wiedzą, co zrobić by generować zysk. A to bardzo, bardzo ważne i niekoniecznie takie oczywiste.

Jak zawsze, nie jest idealnie cukierkowo. Z perspektywy motocyklisty wyjście na prostą startową, z bandą po zewnętrznej, jest niebezpieczne, a flagowi muszą odbębnić kilka imprez żeby zacząć reagować w odpowiedni sposób. Ostatecznie, nie jest to tak duży obiekt jak Poznań, a konfiguracja zakrętów ma – znów: na moje niewprawione oko –  „samochodową” charakterystykę. Jest technicznie i wymagająco. Czy to jednak źle?

Oby więcej

Przyglądając się darmowym wyścigom amatorów podczas imprez ekipy z Coffee Racers.

Pointa mojego całego wywodu jest prosta: nie mamy powodów do narzekania. Obok Toru Poznań w Polsce pojawił się drugi duży obiekt. Nawet jeśli to nadal mało, to tytułowy „koniec monopolu” daje nam zabezpieczenie, że gdyby – nie daj Boże – Poznań zniknął z torowej mapy, nadal będzie gdzie jeździć i trenować. Silesia Ring ma wszystko by stać się punktem docelowym dla polskich motocyklistów, którzy chcą szlifować swoje umiejętności, a doświadczeni w boju trackday’owcy będą mięli możliwość odpoczynku od Poznania bez konieczności wyjazdu za granicę.

I liczę na to, że takim możliwości w przyszłości będzie tylko więcej. Trzymam kciuki za Silesię Ring, bo pozostaje mieć nadzieję, że przykład biznesowego sukcesu tego miejsca zachęci innych inwestorów do budowy podobnych obiektów na Pomorzu, Mazowszu, czy w okolicach Krakowa – wszędzie tam, gdzie przydałby się porządny tor do treningów i wyścigów.

Terminy imprez Coffee Racers znajdziecie TUTAJ
Zdjęcia: Photo-Challange.pl

Napisane przez

Jestem tak samo fanem małych pojemności, jak wielkich i bezsensownych motocykli. W branży motocyklowej kręcę się od 10 lat, na motocyklach od dziecka. W międzyczasie (bez spektakularnych sukcesów) startowałem w zawodach enduro i cross country. Kilka lat temu zakochałem się w jeździe torowej. W ramach odpoczynku od motocykli interesuję się nowymi technologiami, tańcami swingowymi (wiem...) i narciarstwem. W zalewającym internet spamie motovlogów, kompilacji wypadków i "R6-tek w litrze" nadal widzę miejsce na konkretny magazyn motocyklowy.

Możesz polubić również:

  • Zuzanna Nowak

    Świetna wiadomość! Mam nadzieję, że uda mi się w tym roku wyskoczyć na Śląsk 🙂