Chris_Birch_Nowa_Zelandia_

Chris Birch o zamykaniu ust dupkom

Chris Birch to postać, której miłośnikom enduro nie trzeba specjalnie przedstawiać. Ośmiokrotny Mistrz Nowej Zelandii w Enduro, zwycięzca Red Bull Romaniacs. W 2012 roku ukończył Dakar jako jeden z najlepszych debiutantów. Ścigał się w takich imprezach jak Erzberg, Red Bull Last Man Standing, Hells Gate, ISDE, WEC oraz EEC, zawsze walcząc o czołowe pozycje. Ostatnio Chris przypomniał o sobie światu serią imponujących klipów, w których ujeżdża duże motocykle typu Adventure w terenie, w którym spokojnie można by rozgrywać zawody extreme enduro.

Dlaczego Nowozelandczyk już się nie ściga? Skąd pomysł na ciężkie enduro? Co wie o Polsce? Na te i inne pytania Chris odpowiada w ekskluzywnym wywiadzie dla MotoInsider.pl.

MotoInsider.pl: Jak to się w ogóle stało, że zacząłeś jeździć dużymi motocyklami offroadowymi?
Chris Birch: To wszystko przez moją żonę. Moim pierwszym motocyklem typu Adventure było Suzuki DR650. Okropne Suzuki DR650. Razem zwiedzaliśmy na nim Nową Zelandię. Gdy tylko mieliśmy wolny dłuższy weekend, siadaliśmy na motocykl i ruszaliśmy na offroadowe szlaki. Potem za pieniądze, które były nagrodą za zwycięstwo w Red Bull Romaniacs kupiłem KTMa 950 Adventure i na nim kontynuowaliśmy nasze podróżowanie. Nadal mam ten motocykl, stary dobry 950! To był fajny sposób na dzielenie się z moją żoną miłością do motocykli.

MotoInsider.pl: Pomimo wielu sceptycznych głosów na temat możliwości dużych maszyn offroadowych, Ty udowadniasz, że ciężkim sprzętem da się wjechać w ciężki teren.
Chris Birch: Oczywiście. Powodem dla którego zacząłem jeździć więcej na 1190 Adventure R, były komentarze które zaczęły krążyć po środowisku motocyklowym, gdy KTM wszedł na poważnie w segment motocykli szosowych. Wielu utyskiwało rzecz jasna, że KTM odchodzi od swoich korzeni i od wartości, które stoją za marką. I wtedy goście z KTM Nowa Zelandia odezwali się do mnie i powiedzieli: Chris, weź takiego 1190 R, zobacz co da się z tym zrobić, zamknij gęby różnym dupkom i pokaż na co stać motocykle KTMa. I tak zaczęliśmy kręcić filmy, które ku naszemu zaskoczeniu błyskawicznie zyskały ogromną popularność. Tak to było. Dziś jestem ambasadorem serii KTM Adventure.

MotoInsider.pl: Czyli chcąc nie chcąc stałeś się osobą, do której spływają pytanie na temat tego, co z dużym motocyklem można zrobić w terenie?
Chris Birch: Tak. Oczywiście jeśli chcesz pojeździć w bardzo trudnym terenie, łatwiejsze będzie to na mniejszym, wyczynowym motocyklu. Dlatego mam całą szopę takich maszyn w domu. Ale na swoim EXC nie chciałbyś robić po 400-500 km dziennie, przez np. kilka dni z rzędu. Byłoby to okropne doświadczenie. I tutaj dochodzimy do motocykli Adventure. To trochę jak szwajcarski scyzoryk. Nie jest to najlepsze dostępne narzędzie do wykonania różnych zadań, ale z drugiej strony możesz wszystko dzięki niemu zrobić. To zresztą miały na celu moje filmy – pokazanie prawdziwych możliwości terenowych maszyn tego segmentu.

MotoInsider.pl: Co nie zmienia faktu, że aby wydobyć to co najlepsze z dużego motocykla terenowego, warto zacząć od mniejszego?
Chris Birch: Jeśli nigdy wcześniej nie jeździłeś w terenie, zdecydowanie tak. Warto wtedy spędzić trochę czasu na małym motocyklu, na którym ryzyko odniesienia kontuzji lub popsucia czegoś jest zdecydowanie mniejsze. Ale nawet bez tego, jeśli tylko nie jesteś dziewicą w temacie jazdy motocyklem, możesz sobie kupić taki motocykli i powoli oswajać się na nim z offroadowym rzemiosłem. Gdy do mojej szkoły trafiają ludzie, którzy nigdy wcześniej nie jeździli w terenie, daję im na początek coś w stylu 250 EXC, aby mogli oswoić się z tym jak działa jazda w terenie. Dopiero po południu siadają na cięższe motocykle terenowe i pracujemy dalej.

Chris_Birch_KTM_1290_Super_Adventure_R

Chris Birch to najlepszy możliwy kandydat na ambasadora serii Adventure!

MotoInsider.pl: Gdzie w tym wszystkim jest elektronika, która przez działy marketingu producentów motocykli kreowana jest na niezawodnego anioła stróża, a przez klientów chyba odbierana jako obietnica niezniszczalności?
Chris Birch: Ja osobiście określam systemy wsparcia kierowcy jako narzędzia. To narzędzia do wykonania określonej pracy. Gdy rozumiesz do czego są te narzędzia i gdy nauczysz się jak działają, możesz wtedy zadecydować, czy chcesz danego narzędzia użyć w danej sytuacji, czy może powinieneś sięgnąć po inne narzędzie. Weźmy mnie jako przykład. Najczęściej mam na motocyklu bardzo agresywne opony terenowe. Gdy jadę po asfalcie i zaczyna padać – używam trybu jazdy Rain. Opony terenowe na mokrym asfalcie oferują tak mało przyczepności, że wolę, aby komputer pomógł mi utrzymać się przy życiu. Gdy jeżdżę w terenie w żoną jako pasażerką, mam kontrolę trakcji cały czas włączoną.

MotoInsider.pl: Chcesz powiedzieć, że Chris Birch jeździ z włączoną kontrolą trakcji?
Chris Birch: Oczywiście! Gdy wjeżdżam w cięższy teren i motocykl zaczyna się ślizgać, jestem w stanie pracować swoim ciałem, aby utrzymać równowagę i panować nad poślizgiem. Z Moniką nie jestem już w stanie robić tego na tyle skutecznie. A elektronika świetnie daje sobie z tym radę. Tak jak wspomniałem – to jest narzędzie. Często je wyłączam, ale gdy go potrzebuję, wiem, że mogę na nie liczyć.

MotoInsider.pl: Jak to się zaczęło z Twoją szkołą? Masz już wypracowaną renomę jako trener.
Chris Birch: Szkoła zaczęła od tego, że szukałem sposobu na pozyskanie funduszy na ściganie się poza Nową Zelandią. W małej Nowej Zelandii o pozyskanie sponsorów i wsparcia dla wyścigów jest niezwykle trudno. Myślę, że wiele osób uważało, szczególnie w okresie szczytu mojej wyścigowej kariery, że zarabiałem ogromne ilości pieniędzy, ale wcale tak nie było. Realia wyglądały tak, że pracowałem wtedy po 40-50 godzin tygodniowo, jeździłem na wyścigi, po czym wracałem do domu, rozpakowywałem graty i wracałem do roboty. Tak nie da się ścigać w sposób profesjonalny.

MotoInsider.pl: Nie tęsknisz za ściganiem się?
Chris Birch: Tęsknię, strasznie tęsknię. Ale kontynuacja tego etapu mojego życia nie jest już możliwa. Ujmę to w ten sposób: extreme enduro kosztuje mnie dużo pieniędzy. Tymczasem szkoła enduro i tematyka Adventure daje mi pieniądze, przy czym mam z tego niewiele mniej radości i satysfakcji.

MotoInsider.pl: Czym różni się dobry trener, od słabego trenera?
Chris Birch: Hmmm, to jak z każdą pracą. Nad swoimi umiejętnościami trzeba pracować. Jestem pewien, że to jak uczyłem w 2007 roku gdy zaczynałem, jest zupełnie inne od tego, jak robię to teraz. Z pewnością musisz być zorientowany na ludzi i musisz mieć w sobie sporo wyrozumiałości. Myślę też, że bardzo pomaga mi moje wykształcenie inżynieryjne. Gdy ktoś chce mnie czegoś nauczyć, muszę zrozumieć mechanizm i fizykę działania danej techniki. Gdybyś mi powiedział: po prostu przesuń tyłek na lewo, to ja nie pomyślałbym automatycznie „Dobra, zrobię to”, tylko „Jak to działa? Jak to wpływa na motocykl?”. Gdy zrozumiem jak to działa i co to zmienia, dopiero wtedy przesunę tyłek w lewo. Wiedza mechaniczna ułatwia mi życie jako trenera, bo pozwala mi wyjaśniać ludziom jak dane działanie wpływa na motocykl, na jego zachowanie, dlaczego coś działa, albo dlaczego coś nie działa.

MotoInsider.pl: Tutaj rodzi się dosyć oczywiste pytanie. Dlaczego tak niewielu dobrych zawodników zostaje dobrymi trenerami?
Chris Birch: Po prostu dlatego, że do obu tych aktywności potrzebujesz zupełnie innych umiejętności. To oczywiście też kwestia cech interpersonalnych, podejścia do ludzi. Musisz też najzwyczajniej w świecie lubić pracę z ludźmi.

MotoInsider.pl: Czym zajmujesz się obecnie?
Chris Birch: Od dłuższego czasu skupiam się na pracy trenerskiej i na prowadzeniu szkoły. Działamy już praktycznie na całym świecie, mamy zaklepany cały kalendarz na rok 2017. Przez szkołę przewija się około 600 uczniów rocznie. Jednocześnie jestem ambasadorem KTMa, uczestniczę w różnych wydarzeniach powiązanych z motocyklami serii Adventure. Jestem tatą, co też jest pasjonującym zajęciem.

MotoInsider.pl: Co sądzisz o poziomie rywalizacji w extreme enduro? Czy nie masz wrażenia, że sport, który zrodził się z potrzeby zmierzenia się z najtrudniejszym terenem, został teraz przez profesjonalnych zawodników i wymyślne przeszkody na imprezach wyniesiony w rejony totalnie niedostępne amatorom?
Chris Birch: Myślę, że to naturalna progresja poziomu trudności, tak jak w każdym innym sporcie. Zaczęło się od podstaw, trudnego terenu, przeszkód które nikt nie wiedział jak pokonać. I w ciągu ostatnich lat sport ten mocno się rozwinął, a piramida prowadząca na szczyt staje się coraz bardziej stroma. Gdy zaczynałem ścigać się w Romaniacs na starcie było tylko dwóch gości którzy mieli jakieś wsparcie ze strony fabryki. Reszta to byli zwyczajni ludzie, którzy w tygodniu szli normalnie do pracy. Teraz wszystko się zmieniło. Jeśli nie jesteś profesjonalnym zawodnikiem, który zajmuje się wyłącznie jazdą na motocyklu, nie masz najmniejszych szans aby załapać się na podium.

MotoInsider.pl: Jak odbierasz społeczną i polityczną presję, która coraz silniej jest wywierana na sporty offroadowe?
Chris Birch: Myślę, że to całkowicie zależy od ludzi, którzy wyjeżdżają w teren. Możesz wsiąść na motocykl, pojechać w teren i zrobić dosłownie zero szkód dla środowiska. Możesz też pojechać tam i narobić tam takiego bałaganu, którego ślady będą widoczne jeszcze 20 lat później. Wszystko zależy tutaj od postawy każdego z nas. Tworząc środowisko fanów offroadu musimy zachowywać pełną świadomość konsekwencji naszego zachowania gdy jesteśmy tam w terenie. Ważne jest też to, aby wpływać na innych, kolegów, znajomych, aby zachowywali się w sposób, który nie będzie prowadził do zabijania naszego sportu. Sam wiesz, że możesz pojechać do lasu, zaliczyć świetną jazdy i nikt nie będzie o tym nawet wiedział. Możesz też pojechać tam, wystraszyć zwierzęta, zirytować lokalnych mieszkańców, którzy potem będą naciskali na policję, polityków lub urzędników, aby coś z tym problemem zrobić.

MotoInsider.pl: Pytanie ostatnie, ale nie najmniej istotne. Kiedy zobaczymy Cię w Polsce?
Chris Birch: Nie wiem. Ostatni raz byłem w Polsce w roku 2004 i zapamiętałem Wasz kraj jako wspaniałe miejsce do jazdy. Mam jednak pełny kalendarz na najbliższy rok, co dla mnie jest swego rodzaju nowością, ale bardzo chciałbym do Polski wrócić. Mam nadzieję, że wkrótce.

Lowca_i_Chris_Birch_dla_motoinsider_

Napisane przez

Moja przygoda z motocyklami cały czas meandruje. Dzięki temu miałem okazję ścigać się w wyścigach drogowych i brać udział w imprezach hard enduro. Kilka rzeczy pozostaje niezmiennych. Dwie najważniejsze z nich, to wiara w to, że w jeździe na dwóch kołach wciąż najbardziej istotny jest człowiek, a nie maszyna i technologia oraz fakt, że polski rynek potrzebuje porządnego motocyklowego on-line magazynu.

Możesz polubić również:

  • Pingback: Technika jazdy - zrozumienie kluczem do przyspieszenia - MotoInsider.pl()

  • Krzysztof Tomaszek

    Człowiek legenda i wzór do naśladowania. Bardzo bym chciał aby w świecie polskiego offroadu ten gość był bardziej znani niż „gwiazdy” amatorskich produkcji na YouTube.

  • Krzysiek Eristof Sutkowski

    Chętnie zobaczyłbym zawody enduro dla maszyn typu adventure z udziałem Bricha na KTM może Pfeiffera na BMW, kogoś na Africa Twin itp. To byłoby widowisko 🙂

  • Dawid Stolicki

    A ja, jak rasowy malkontent jeszcze niedawno krytykowałem pomysły wjeżdżania motocyklami typu adventure w trudny teren (w sumie do momentu, aż sam nie spróbowałem…) – no bo przecież ściema, nie da się i ogólnie bez sensu. No i przyszedł pan Birch i zamknął mi usta pomimo, że w pierwszej chwili szczena opadła do pasa… Swoją drogą, poganiałby człowiek znowu jakimś adventurem, więc jakby co, to jestem 🙂