2017 International Six Days of Enduro – relacja z Francji

Część z Was zapewne wie, że na przełomie sierpnia i września rozegrana została (teoretycznie) najbardziej prestiżowa impreza enduro na świecie – International Six Days of Enduro. Tym razem najlepsze reprezentacje rajdowe na świecie (narodowe i ekipy klubowe) spotkały się we Francji, a rywalizacja toczyła się wokół miejscowości Brive.

O zgrozo na temat rywalizacji w której uczestniczyli również Polacy (dwie ekipy w klasyfikacji klubowej) nie zająknęły się praktycznie żadne polskie paraprofesjonalne media motocyklowe. Dla tych, którzy chcieliby wczuć się w klimat zmagań sprzed kilku dni podrzucamy oficjalną wideo relację z Francji:

Osobną kwestią pozostaje fakt, że International Six Days of Enduro od dłuższego czasu traci już swój blask i od dłuższego czasu z najbardziej prestiżowej offroadowej imprezy w sezonie staje się spotkaniem zapaleńców i okazją do darmowej wycieczki dla działaczy. Żenującego obrazu dopełnia brak aktualnych informacji i wyników (!) na stronie FIM oraz organizatora imprezy… Czy obraz ISDE 2017 wpisuje się kierunek zmian (czyli marginalizacji) w światowym enduro? Trudno oprzeć się takiemu wrażeniu.

Imprezę wygrała (World Trophy) ekipa Francji w składzie: Jeremy Tarroux – Sherco, Loic Larrieu – Yamaha, Christophe Nambotin – KTM i Christophe Charlier – Husqvarna. Francuzi (Jeremy Miroir – Husqvarna, Hugo Blanjoue – Yamaha oraz Anthony Geslin – Beta) triumfowali również w FIM Junior World Trophy. Klasyfikację Woman’s World Trophy wygrały Australijki.

Napisane przez

Moja przygoda z motocyklami cały czas meandruje. Dzięki temu miałem okazję ścigać się w wyścigach drogowych i brać udział w imprezach hard enduro. Kilka rzeczy pozostaje niezmiennych. Dwie najważniejsze z nich, to wiara w to, że w jeździe na dwóch kołach wciąż najbardziej istotny jest człowiek, a nie maszyna i technologia oraz fakt, że polski rynek potrzebuje porządnego motocyklowego on-line magazynu.

Możesz polubić również:

  • Krzysiek Eristof Sutkowski

    Bo media motocyklowe nie mają już czasu i/lub sił przerobowych. W priorytecie są reklamodawcy, z którymi są związani umowami. Nie ma czasu, by napisać coś od siebie. Jednak po ich stronie jest mniejsza wina, niż po stronie organizatorów zawodów i samych zawodników. O działaczach nie wspomnę bo to temat rzeka 🙂