Motocykle na buspasach – matka siedzi z tyłu!

Od kilku lat motocykliści walczą o to, aby motocykle na buspasach mogły poruszać się legalnie. Za udzieleniem im takiego prawa przemawia kilka mocnych argumentów. Korzystanie z motocykli efektywnie redukuje korki (udowodnione naukowo), motocykle nie zabierają miejsc parkingowych w centrach miast, jednoślady co do zasady mniej zatruwają również powietrze. Jednocześnie doświadczenia wyniesione z udostępnienia motocyklistom buspasów w Polsce i poza nią wskazują, że fani dwóch kółek nie tamują ruchu autobusów, że nie wzrasta zagrożenie wypadkami, że to po prostu działa. Co na to funkcjonariusze z warszawskiego wydziału Gazety Wyborczej?

Zamiast zdecydowanie odmówić motocyklistom wjazdu na buspasy, Zarząd Transportu Miejskiego podjął z nimi ryzykowne rozmowy. Jeśli bowiem pozwoli jednym, zaczną się wpychać następni: właściciele aut elektrycznych, wypożyczanych na minuty (car-sharing) czy kierowcy z kilkoma pasażerami – pisze na stronach bulwarówki z Czerskiej niejaki Jarosław Osowski.

Nie chce mi się wpadać w polemikę z Jarosławem Osowski. Powiem jedynie, że rozumując tym tokiem można dojść do wniosku, że nie powinniśmy dawać żadnych praw homoseksualistom (bo o swoje zaczną upominać się pedofile, nekrofile, zoofile), nie pomagajmy niedożywionym dzieciom (bo mogą dostać nadwagi), nie walczmy także z emisją CO2 (bo roślinom zabraknie go do fotosyntezy). Jak widać logika rozumowania wypracowana w latach jedynie słusznego ustroju przechodzi płynnie ze starszych funkcjonariuszy na tych młodszych…

Napisane przez

Moja przygoda z motocyklami cały czas meandruje. Dzięki temu miałem okazję ścigać się w wyścigach drogowych i brać udział w imprezach hard enduro. Kilka rzeczy pozostaje niezmiennych. Dwie najważniejsze z nich, to wiara w to, że w jeździe na dwóch kołach wciąż najbardziej istotny jest człowiek, a nie maszyna i technologia oraz fakt, że polski rynek potrzebuje porządnego motocyklowego on-line magazynu.